4.11
Autobus, ciasnota, dłużyzna. Po śpiewach dzieciaków przyszedł czas na państwa-miasta. Polska pożegnała nas deszczem; Niemcy nim przywitały, jednak im dalej na południe tym pogoda bardziej się poprawiała. Pomykamy w ciemnościach po autostradzie. Około 24:00 skręciliśmy na Salzburg.

5.11
Około 1 wjechaliśmy do Austrii. Potwierdziła się znana z geografii prawda, że im wyżej tym cieplej. Temperatura wzrosła z 4 st. przy wjeździe do 12 st. o godz. 5:00. Zjazd na Milano. Zjazd na Torino.

9:00 Jesteśmy w porcie. Czekamy na wyokrętowanie poprzedniej załogi i będziemy mogli wnosić swoje zapasy jedzenia i swoje tobołki.
No i na statku, po pierwsze zmieścić wszystkie rzeczy do małej szuflady i szafki. Oj, to było wyzwanie. Nadszedł czas na pierwsze wachty. Czwarta miała pewnie najgorzej, bo od razu musiała iść do kambuza i przygotować śniadanie dla załogi.
Po śniadaniu szkolenie z bezpieczeństwa i, w poszczególnych wachtach, zadań zespołów w czasie odpowiednich alarmów: człowiek za burtą, opuszczenia statku, do żagli, manewrowy. Szkolenie z zakładania pasów ratunkowych i szelek do wpinania się przy przebywaniu na pokładzie i wchodzeniu na reje.

Nadeszła godzina 16:00 i trzecia wachta musiała udać się pod pokład, bo to ona przejmowała wachtę gospodarczą i przygotowywała obiadokolację dla załogi, która schodziła ze statku, a która w czasie naszego szkolenia miała czas wolny i udała się do miasta, jak i dla naszej załogi. Po kolacji można było udać się na miasto, można jeśli nie było się w trzeciej wachcie, bo ta, nieszczęsna, musiała posprzątać po kolacji i posprzątać statek.
Jesteśmy jeszcze w porcie, więc można w nocy trochę pospać, chyba, że ma się wachtę przy trapie.

6.11
Dokończenie wachty gospodarczej, czyli śniadanie dla całej załogi, przygotowanie do obiadu i sprzątanie części wspólnych statku.

12:00 Alarm manewrowy, wszyscy na pokład, odbijamy od kei i ruszamy na morze. Zadaniem trzeciej wachty jest zwodowanie pontonu, który ma pomagać przy manewrowaniu statkiem podczas wychodzeniu z portu. Wachta druga i czwarta obsługiwała cumy, szpringi, odbijacze i trap.
Alarm „człowiek za burtą” i znowu pędzimy do żurawików, aby opuścić ponton. W tym stresie wszystkim trochę trzęsą się ręce, ale jest, płynie i po kilku minutach starszy mat Winston dotarł na dek. Przed nami najgorsza część alarmu wciągnąć ponton na pokład. Uff, jest.

Wachta nawigacyjna – szczęśliwi mogą pokręcić kołem sterowym lub spoglądać na radar, inni są „oczami” na dziobie i rufie.
Wachty przerwały swoje ćwiczenia, bo czeka nas szkolenie z bezpieczeństwa i sposobu wiązania żagli na rei. Można wejść po wantach na pierwszą platformę fokmasztu.
Ręka, ręka, noga, noga, ręka, ręka, noga, noga … wpiąć wąs w „stalówkę”, wejść na platformę, stanąć za wantami, odczepić karabińczyk, wpiąć się do stalowej wanty. Można chwilę podziwiać widoki. Schodzimy, wpinamy się w „stalówkę”, przewijamy się za wanty, noga, noga, ręka, ręka, noga, noga, ręka, ręka … przewinąć się za wanty, noga na pokład, rozkołysany ale względnie bezpieczny. Po zakończeniu ćwiczeń znowu praca z linami, brasowanie rei, a później dokończenie wachty nawigacyjnej.

20:00 można iść spać, na pokładzie spotykamy się o 4:00, na kolejnej wachcie nawigacyjnej.

7.11
4:00 Rozpoczynamy wachtę nawigacyjną. Ciemno wszędzie, chociaż ciepło. Poprzednia wachta postawiła kliwer i bomkliwer, więc płyniemy na żaglach, chociaż jeszcze wspomagani silnikiem. Oko lewe, oko prawe, oko na rufie, kabina nawigacyjna i ster, to nasze miejsca pracy. Buja mocniej niż poprzedniego dnia, pokład jest mokry od wody z rozbijanych fal. Powoli zaczyna się robić tłoczno przy relingu. Załoganci z innych wacht przyszli wspierać okoliczne rybki lub złożyć hołd Neptunowi.

W pewnym momencie na niebie pojawił się szybko przemieszczający się punkt światła, zbyt szybki na samolot. Fanom teorii spiskowych spieszę z wyjaśnieniem, że nie było to UFO, ale jak najbardziej zidentyfikowany obiekt latający, stacja kosmiczna ISS. Pomachaliśmy astronautom chociaż pewnie nas nie widzieli, a może …

Czeka nas piękny zachód księżyca i jeszcze piękniejszy wschód słońca. Gdy tylko pierwsze promienie naszej dziennej gwiazdy pogłaskały morskie fale, te zaczęły się uspokajać. Po niedługim czasie z całego kołysania nie zostało prawie nic. Znowu wstał piękny dzień.
Wpłynęliśmy między dwie wyspy, Korsykę należącą do Francji i włoską wyspę Capraia, na której znajduje się rezerwat przyrody i musieliśmy uważać na żagle, tak sterować, aby nie wpadły w łopot i nie straszyły zwierząt.
Przed końcem wachty czekało nas mycie pokładu, woda, szczoty i jedziemy. Na koniec poranny apel z wciągnięciem przez naszą grupę bandery i wybiciem czterech szklanek. Po apelu śniadanie i chwila odpoczynku przed wachtą bosmańską. Z wielkim niepokojem oczekujemy na to, co przygotował dla nas bosman.

9:30 Szkolenie z przechodzenia przez bukszpryt. Byliśmy dalej niż Kate Winslet i Leonardo DiCaprio w filmie Titanic. Pod stopami tylko wąska stalowa linka i bezkres morza. Później chwila na naukę żagli i lin. Dzisiaj wpłyniemy do Portoferraio na Elbie. Żeby można było zejść na ląd musimy zdać egzamin z ich znajomości.

10:51 Postawiono trzeci żagiel, grotsztaksla, i wyłączono silnik, no to teraz jesteśmy żeglarzami pełną gębą.

12:00 Bosman wezwał nas na szkolenie, uczyliśmy się jak zabezpieczać końcówki lin siatki pod bukszprytem. To teraz jasne po co uczyliśmy się przez niego przechodzić. Jazda na bukszpryt i poprawiamy mocowania siedząc jakieś 6 metrów nad wodą, niezapomniane przeżycie kiedy stoisz na półcalowej lince opierając się o bukszpryt, a ręce zamiast trzymać bezpieczne oparcie muszą wiązać węzły na oddalonej linie.

16:45 Wpłynęliśmy do Portoferraio, stanęliśmy przy kei, nasza wachta, jak zwykle w takich przypadkach, obsługiwała ponton, spuszczała go na wodę i podciągała do burty. Idzie nam coraz lepiej.

Od 17:00 mieliśmy czas wolny i można było wyjść na miasto. Niestety zrobiło się już ciemno, a czasu zostało niezbyt dużo, bo o 20 zaczynaliśmy swoją wachtę przy trapie. Chcieliśmy znaleźć miejsce gdzie więziono Napoleona, udało się nam znaleźć drogę do niego, gdy musieliśmy już wracać, ale nic straconego, jutro mamy całe przedpołudnie wolne, bo naszą wachtę przejmuje w porcie, w dzień, wachta gospodarcza, więc co nieco jeszcze uda się zobaczyć. Trzeba tylko dobrze się wyspać, bo dzisiaj siedzimy do północy przy trapie.

8.11
Jesteśmy po śniadaniu i podniesieniu bandery. Czekany na informację, o której godzinie będziemy wypływać i będzie można ruszyć w miasto.

Od 10:00 do 13:29 możemy być na lądzie, oczywiście w grupach, w których co najmniej jedna osoba jest pełnoletnia. Najpierw poszliśmy do cytadeli Medicee, obeszliśmy część murów i dwa bastiony Falcone i Stella, miejsca związane z pobytem Napoleona. Następnie przeszliśmy miasto w poszukiwaniu czegoś na obiad i czegoś słodkiego. Z obiadem trochę nie wyszło, bo w większości jadłodajni znaleźliśmy kartkę „chiuso per ferie”. Znaleźliśmy za to sklep spożywczy, więc mogliśmy się zaopatrzyć w słodycze i wodę.

13:45 Alarm odcumowania, wypływamy z Elby. Tak jak w Genui przy odcumowaniu i w Portoferraio przy cumowaniu, ponton na wodę. Zapinamy relingi, klarujemy prawe żurawie i liny do bloczków i na lewą burtę przygotować się do podjęcia pontonu. Wciągnięcie go na pokład jest najgorszą z tych czynności, ale chyba jesteśmy coraz lepsi, idzie i szybciej i sprawniej. Repetitio est mater studiorum.
Do żagli. Dzisiaj postawiliśmy żagle rejowe, foka, marsla dolnego i marsla górnego, więc załoganci mogli pochodzić po rejach, bo trzeba je było rozwiązać. Czwarta wachta dodatkowo rozwinęła kliwer i znowu płyniemy na żaglach. Dzisiaj, a właściwie jutro, czeka nas psia wachta.

9.11
Kolejny dzień rozpoczyna się od wachty. W kajucie głośno słychać fale bijące o burtę statku, może być wesoło. Po wyjściu na dek okazało się, że morze jest prawie gładkie, na niebie było kilka chmur, zza których nieśmiało wychylały się gwiazdy i księżyc. Kliwer został zwinięty, płynęliśmy tylko na żaglach fokmasztu. Zapowiadała się spokojna noc. Kapitan jednak miał inny pomysł, zwołał obydwie wachty i nakazał zrefować foka. Łapiemy za liny, ciągniemy ile fabryka dała i żagiel powędrował pod reję. Sześciu śmiałków weszło aby go przywiązać. Płyniemy teraz na obydwu marslach. Tak minęła pierwsza godzina służby.
Na horyzoncie co i rusz pojawiają się światła latarni morskich i wycieczkowców. Około 3:00, w niewielkiej od nas odległości, ok. 200 m, przeszedł statek. Dokończyliśmy swoją wachtę i po czwartej szklance zeszliśmy pod pokład na trzygodzinną drzemkę przed pobudką i śniadaniem.

8:00 Podniesienie bandery, płyniemy na kotwicowisko do Portovenere. Teraz chwila odpoczynku przed kolejną wachtą nawigacyjną w południe. Za chwilę dostaliśmy informację, że do portu wpłyniemy przed naszą służbą, więc będziemy mieli wolne, bo znowu nasze obowiązki przejmuje wachta gospodarcza. Będziemy mogli wyjść na ląd, a że mamy wspaniałego kapitana, który odwołał wachtę kotwiczną, więc wszyscy będą mogli poznać uroki miasta. Do portu będziemy płynąć pontonem, bo tu nie stoimy przy kei a na kotwicy. My wyruszamy pierwsi, bo pierwsi musimy wrócić, aby przygotować dla wszystkich obiadokolację.

Ciche i spokojne miasteczko to Portovenere. Dwa kościoły: świętego Piotra i świętego Wawrzyńca, zamek Diorów i kilka otwartych restauracji, więc można skosztować włoskich dań przed naszą kolacją.
Po zwiedzaniu i jedzeniu wróciliśmy pontonem na statek i zaczęliśmy przygotowywać messę do posiłku. Po sprzątaniu mieliśmy udać się do koi na odpoczynek jednak kapitan znowu miał lepszy pomysł i ogłosił ćwiczebny alarm pożarowy. Po nim podnieśliśmy kotwicę i wzięliśmy kurs na kolejny etap naszej podróży.

10.11
W nocy zerwał się, dla nas szczurów lądowych, sztorm, chociaż według kapitana, sztorm jest wtedy, kiedy marynarz na oku zamelduje, rzygające rekiny. Zaczął padać deszcz i przyszła burza i drugiej wachcie trochę się dostało od Neptuna. Idziemy na żaglach, postawione są grotsztaksel, marsel dolny i kliwer. Morze nadal jest niespokojne i zrobiło się zdecydowanie chłodniej, jest jakieś 12 stopni.

Dopłynęliśmy w okolice Genui. Druga wachta postawiła marsla górnego. Do portu wpływamy dopiero jutro, więc szkolimy swoje żeglarskie umiejętności pływając po zatoce. W czasie naszej wachty nawigacyjnej zwinęliśmy oba marsle i przestawiliśmy grotsztaksla na lewy hals. Przed końcem naszej służby zbliżył się do naszego statku dron i przez chwilę nas obserwował, może nawet coś nagrał. Teraz do koi, za 8 godzin kolejna wachta.

11.11
4:00 Rozpoczynamy wacht w Narodowe Święto Niepodległości. Morze jest spokojne, niebo bezchmurne, księżyc jasno świeci, do pełni żeglarskiego szczęścia brakuje tylko wiatru. Płyniemy na grotsztakslu i kliwerze, powolutku, po cichutku. Przez całą wachtę nic szczególnego się nie wydarzyło, można było rozkoszować się przyjemnością żeglowania. Minęliśmy po drodze trzy statki. Gdy przyszła godzina 7:00 trzeba było zacząć myć pokład. O godz.

8:00 apel i podniesienie bandery. Dzisiaj wpływamy do portu w Genui, jutro wracamy do Polski. Oczywiście przed zejściem na ląd trzeba będzie wypucować statek.

15:30 Zacumowaliśmy przy kei w Genui, morska przygoda dobiegła końca, jednak nadal jesteśmy załogą naszej Pogorii, bo wyokrętowanie nastąpi dopiero jutro. Teraz trzeba wyklarować żagle na portowo.

16:45 Wszyscy ubrani w biało-czerwone akcenty wyszliśmy na pokład, aby uczcić ten dzień wspólnym zdjęciem. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca oddaliśmy hołd naszym narodowym barwom.

20:00 Początek wachty przy trapie. Niedługo w klasie nasze wspólne śpiewanie. Jednym z punktów jest odśpiewanie powstałych z naszych przeżyć „Pogoriańskich opowieści”. Poszczególne wachty napisały strofy o naszych oficerach, załodze stałej i przygodach w czasie rejsu. Wszyscy byli bardzo wzruszeni i gratulowali naszym załogantom talentu. Do 24:00 wachta przy trapie i można udać się na koję, na ostatnią noc na statku.

12.11
Pobudka, śniadanie, podniesienie bandery. Zebraliśmy się na rufie Pogorii na ostatni apel. Odśpiewaliśmy jeszcze raz „Pogoriańskie opowieści” i otrzymaliśmy certyfikaty. Trudno było się żegnać, jednak nasza przygoda z żaglami w tym roku się skończyła. Nowa załoga jest już na statku i przygotowuje się do swojego rejsu.
Później czyszczenie statku i swoich kajut. Jeśli ich inspekcja przeprowadzona przez bosmana wyjdzie pozytywnie będzie można udać się na zwiedzanie Genui.

Udało się, wsiedliśmy do autobusu miejskiego i wyruszyliśmy do centrum. Tam przywitał nas statek, replika galeonu, który został zbudowany na potrzeby filmu „Piraci” w reżyserii Romana Polańskiego. Obok znajduje się oceanarium, jedno z największych w Europie. My jednak poszliśmy spróbować włoskich potraw i zobaczyć kilka zabytków Genui. Niestety katedra św. Wawrzyńca (katedra San Lorenzo) była zasłonięta siatką, bo trwają właśnie prace renowacyjne, mogliśmy tylko zrobić sobie zdjęcie z jednym z lwów stojących przed drzwiami świątyni.
Po drobnych zakupach wróciliśmy do portu na posiłek przed wyjazdem, który przygotowała już nowa załoga.
Zabraliśmy swoje torby, zapakowaliśmy je do autokaru, jeszcze raz pożegnaliśmy się z oficerami i wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Pogoriańskie opowieści

Kiedy rum zaszumi w głowie
Cały świat nabiera treści
Wtedy chętnie słucha człowiek
Morskich opowieści

          ref. Hej, ha kolejkę nalej
          Hej, ha kielichy wznieście
          To zrobi doskonale
          Morskim opowieściom

Od Genui zaczęliśmy
I w niej także skończyliśmy
Czy dzień dobry, czy nie dobry
Banderę wznieśliśmy

          ref. Hej, ha ...

Jemy, jemy, jemy, jemy
A bosman je razem z nami
I polewa swe potrawy
Ostrymi sosami

          ref. Hej, ha ...

A jak bosman Ci to powie
"Co ty robisz! Co ty robisz!"
To Ci w głowie się kotłuje,
Że aż węzły psujesz

          ref. Hej, ha ...

Nasz oficer Jacek Gorzki
Lubi dziewczę w suknię w groszki
I historie opowiada jak se
Pszczoły zjada

          ref. Hej, ha ...

Koje, reje i "czeczenia"
Spełniają nasze marzenia
O zostaniu marynarzem
Z bardzo długim stażem

          ref. Hej, ha ...

Demokracji nam brakuje,
Bo została hen na kei
Tu kapitan nam matkuje
Albo nas strofuje

          ref. Hej, ha ...

Omijają nas choroby,
Bo rekiny nie rzygają
Nawałnice, sztormy, burze
Też nas omijają

          ref. Hej, ha ...

Oficyjer Jacek Słodki
Choć codziennie nas strofuje
Jakie mamy żagle, szoty
Wszystko wyklaruje

          ref. Hej, ha ...

W wolnej chwili wachty morskiej
Dzieli się opowieściami
Jak zaciągnąć węzły, knagi,
Pokroić cebulę

          ref. Hej, ha ...

Kiedy skończą jej się wachty
Z łajby jedzie wprost na warty
opowiada nam historie,
Które kręcą w głowie

          ref. Hej, ha ...

Kasia raz nam ugotuje
Raz z pożaru uratuje
Motorówką wciąż przypływa
Gdy kapitan wzywa

          ref. Hej, ha ...

Nasz mechanik, klawy kumpel
Nigdy uwag nie miał do nas
I uśmiechem nas zaraża
Co się tu nie zdarza

          ref. Hej, ha ...

A oficer I wachty
Śpiewa, tańczy i gotuje
W wolnym czasie papieroska
Popala spod noska

          ref. Hej, ha ...

Poznałem raz mechanika
Miły, męski, dżentelmeński
Choć warunki były ciężkie
Dżemem nas ratował

          ref. Hej, ha ...

Kiedy fale nas bujają
Wiatr ku żaglom też się sili
My ze strachem uciekamy
Do pani Virginii

          ref. Hej, ha ...


Patronat

Partnerzy lokalni

Wojewódzkie konkursy dla uczniów szkół podstawowych